Alchemik
w nowej szacie graficznej autorstwa Cataliny Estrady
Alchemik Alchemik - edycja limitowana Alef Brida Czarownica z Portobello Demon i panna Prym Hipis Jedenaście minut Na brzegu rzeki Piedry usiadłam i płakałam Piąta góra Podręcznik wojownika światła Szpieg Walkirie Weronika postanawia umrzeć Weronika postanawia umrzeć - edycja filmowa Zahir Zdrada Zwycięzca jest sam Sekrety. Kalendarz 2020 Droga. Kalendarz 2019 Wolność. Kalendarz 2018 Przyjaźń. Kalendarz 2017 Odwaga. Kalendarz 2016 Alchemia. Kalendarz 2015 Dzielenie się. Kalendarz 2014 Alchemia "Alchemika" Czarodziej. Biografia Paulo Coelho Prorok. Listy miłosne Proroka Zwierzenia pielgrzyma

Zwierzenia pielgrzyma

Zwierzenia pielgrzyma, Rozmowy z Paulem Coelho - Juan Arias - fragmenty

- Tak naprawdę ta kobieta dała ci szansę, byś pogodził się z najlepszą stroną siebie samego i ujrzał swoje najgorsze strony.

- Tak czy inaczej, wszystkie kobiety, które przeszły przez moje życie, pojawiały się w momentach dla mnie kluczowych. Brały mnie za rękę, akceptowały mnie, powodowały zmiany w moim życiu.

- Także twoja obecna żona, Cristina?

- Ona także. Jesteśmy razem od osiemnastu lat. Zachęcała mnie do pisania. Powiedziała mi pewnego dnia: “Chcesz być pisarzem? Więc będziemy podróżować”. Dzięki Cristinie przeżyłem rzeczy niezwykłe, poznała mnie z interesującymi ludźmi, zawsze była wspaniałą towarzyszką, serdeczną przyjaciółką. A kiedy nadszedł sukces, nie pozwoliła, by woda sodowa uderzyła mi do głowy, i pomogła mi zachować prostotę. Zawsze szła ze mną ręka w rękę, nigdy nie walczyła przeciw temu, co dla mnie było ważne, szanowała mnie, wspierała, zaszczepiała we mnie entuzjazm, ilekroć go traciłem, dodawała otuchy w chwilach słabości.

Jak wszystkie pary czasem się kłócimy. Obecnie spędzam prawie dwieście dni w roku z dala od niej, ale zawsze czuję jej bliskość, a ona z miłością zajmuje się fundacją i poświęca swojej pasji - malarstwu.

- Jak się poznaliście?

- W okropnym momencie mojego życia. Byłem wtedy jakby opętany przez diabła, związany z satanistami. Kiedy po raz pierwszy przyszła do mnie, na stole leżała książka o satanizmie. Zapytałem ją: “Co dziś robisz?”. Odparła, że idzie na plac śpiewać z ewangelikami. Poszedłem posłuchać i całkowicie mnie oczarowała. Od tego momentu jesteśmy razem. Wie, że uwielbiam kobiety, ale nie zadręcza mnie, jest wierna swoim wartościom i przecież jesteśmy już tyle lat razem z miłości.

- Dlatego tutaj mieszkasz?

- Wybrałem życie w Brazylii, a konkretnie w Rio de Janeiro, które jest najżywszym i najcudowniej niekonwencjonalnym miastem świata. Już ci mówiłem, że jestem człowiekiem skrajności. William Blake napisał: “Droga skrajności wiedzie do pałacu mądrości”. Wierzę w to. Dlatego kiedy piszę książkę, to "po brazylijsku", czyli z pasją. W Rio jest wiele spokojniejszych miejsc, pośród zieleni, ale ja chcę mieszkać właśnie tu, w dzielnicy Copacabana. Tu, między morzem a lasem tropikalnym, zobaczysz silne kontrasty. Chodnik obok plaży jest czarno-biały, biedni i bogaci żyją ciasno obok siebie. Są też inne dzielnice mieszane, ale ta ma silną osobowość, która pasuje jak ulał do mojej natury i tutaj dobrze mi się pisze.

- Zdaje się, że ty też grasz na giełdzie.

- Bardzo rzadko. I zawsze przeciwstawiam się maklerom i wprawiam w zakłopotanie mojego bankiera. Mówię mu na przykład: “Te akcje, które spadają, zaraz wzrosną”. On odpowiada mi, że nie, a ja, że tak. A kiedy rzeczywiście rosną, on mnie pyta: “Skąd wiedziałeś?”. Odpowiadam mu: “Mam kobiecą intuicję, a poza tym wiem, że jeżeli tak bardzo spadły, to muszą wzrosnąć. Wy mówicie, że to niemożliwe, podajecie tysiące powodów, a ja znam po prostu odwieczny ruch morza, gdzie po odpływie następuje przypływ”. Ot i wszystko.

Oni gubią się w naukowych prognozach. My sądzimy, że oni wiedzą, ale ci wszyscy ekonomiści tak naprawdę nic nie wiedzą. To tak jak siły Dobra i Zła. Jeśli pewnego dnia siły Zła postanowią zdewaluować pieniądz w Brazylii i zrujnować jej gospodarkę, zrobią to i żaden ekonomista nic tu nie poradzi, żaden rząd tego nie zahamuje. Dlatego ja się w to nie mieszam, trzymam pieniądze na książeczkach oszczędnościowych i już.

- Wszystko to jest bardzo piękne. Ale czy nie zdarzyło się nigdy, że ktoś podążający za tym twoim przesłaniem poniósł klęskę?

- Tak, ja sam.

- Żartujesz!

- Więc teraz na serio. Tak naprawdę nie wysyłam żadnych przesłań do nikogo. Po prostu opowiadam w moich książkach to, co mi się w życiu przydarzyło. Mówię, że to przydarzyło się mnie, ale wcale nie dodaję: zrób to samo. Nie. Opowiadam o moich tragediach, błędach, tarapatach, o tym jak mi się udało z nich wykaraskać, ale nie twierdzę, że to jest rozwiązanie dla wszystkich, bo życie każdego człowieka jest inne i niepowtarzalne. Gdybyśmy ustawili wszystkich ludzi na ziemi w jednym rzędzie, nie znaleźlibyśmy dwóch takich samych osób.

Nie wierzę w przesłania zbiorowe, wierzę w elementy katalizujące i zapalające. Na przykład próbuję przekazać, na podstawie własnego doświadczenia, że przegrać i być pokonanym to nie to samo. Przegrywają ci, którzy nawet nie próbowali walczyć, a pokonani są ci, którzy byli zdolni do walki. I taka porażka nie przynosi wstydu. Może być trampoliną do nowych zwycięstw. I jak trafnie to określa José Saramago w twojej książce El amor posible, nigdy nie ma porażek ani zwycięstw ostatecznych, bo dzisiejsza porażka może być jutrzejszym zwycięstwem.

- Czy uważasz się za człowieka towarzyskiego?

- Nie. Jestem raczej niezbyt towarzyski. Uwielbiam swoją pracę, którą wykonuję z radością i entuzjazmem. Jeżeli mam wybrać się w podróż, podróżuję; jeśli muszę wystąpić publicznie - co dla mnie jest najtrudniejsze - to występuję. Jeżeli chodzi o wywiady, sprawiają mi mniej kłopotu, bo przypominają zwykłą rozmową, ale publiczne wystąpienia są dla mnie prawdziwą męczarnią.

- A te ciągłe podróże? Przecież więcej niż połowę roku jesteś w ciągłych rozjazdach po świecie.

- To prawda, że spędzam więcej czasu zagranicą niż tutaj, bo jak wiesz, dziś wydawca chce, by autor promował swoje książki. Prawdę mówiąc, te wszystkie podróże, hotele, lotniska przyjmuję jeżeli nie z przyjemnością, to przynajmniej ze stoicyzmem, nie przeszkadza mi to - taka jest moja filozofia życiowa. Dzięki podróżom mogę spotkać się osobiście z moimi czytelnikami, “zbadać ich puls”, podzielić się z nimi moimi nadziejami i pomysłami. Podczas tych spotkań zdarzają się chwile naprawdę wzruszające. Lubię to i to mnie wzbogaca. A poza tym za każdym razem poznaję interesujących ludzi, którzy zaczynają odgrywać ważną rolę w moim życiu. Na przykład ty i ja spotkaliśmy się dzięki jednej z takich moich podróży do Madrytu, gdzie promowałem Piątą Górę.

- Największym dramatem człowieka jest konieczność wyboru, bo oczywiście wolałoby się mieć wszystko. Ale trzeba wybrać.

- I tu zachodzi paradoks, bo kiedy wybierasz, masz wszystko, absolutnie wszystko. W chwili kiedy wprawiasz w ruch swoją moc podejmowania decyzji, wszystkie drogi zbiegają się w jedną drogę, tę, którą właśnie pójdziesz.

- Ale kiedy już idziesz jedną drogą, to czy nie rezygnujesz z tego, co mogło ci się przydarzyć na drugiej?

- Nie. I to nie jest metafora, to rzeczywistość. W Alefie Borgesa wszystkie drogi są tą samą drogą, ale musisz wybrać jedną i ujrzysz po drodze wszystkie te, których nie wybrałeś. To metafora, bo nie musisz z niczego rezygnować. Droga, którą idziesz, zawiera w sobie wszystkie drogi.

A wracając do Jezusa, powiedział On: “W domu Ojca mego jest wiele mieszkań”. Wszystkie drogi prowadzą do tego samego Boga. My mamy swoją drogę, to nasz wybór, ale tych dróg jest sto lub dwieście. Starożytni mawiali, że jest osiem albo dziewięć sposobów umierania. Jeśli wybierzesz swoją drogę, to jest to twoja własna historia, twój los, twoja legenda. Nie powinieneś iść drogą swojego ojca albo małżonka, bo to nie są twoje drogi, i dotrzesz do kresu życia, nie doświadczywszy swojej własnej. Drogi innych nie zawierają twojej, ale twoja zawiera wszystkie inne.

 

Zwierzenia pielgrzyma - powrót do opisu książki