Alchemik
w nowej szacie graficznej autorstwa Cataliny Estrady
Alchemik Alchemik - edycja limitowana Alef Brida Czarownica z Portobello Demon i panna Prym Hipis Jedenaście minut Na brzegu rzeki Piedry usiadłam i płakałam Piąta góra Podręcznik wojownika światła Szpieg Walkirie Weronika postanawia umrzeć Weronika postanawia umrzeć - edycja filmowa Zahir Zdrada Zwycięzca jest sam Droga. Kalendarz 2019 Wolność. Kalendarz 2018 Przyjaźń. Kalendarz 2017 Odwaga. Kalendarz 2016 Alchemia. Kalendarz 2015 Dzielenie się. Kalendarz 2014 Alchemia "Alchemika" Czarodziej. Biografia Paulo Coelho Prorok. Listy miłosne Proroka Zwierzenia pielgrzyma

Paulo Coelho "Hipis"

Paulo Coelho, Hipis - fragment

Dziewczyna, z którą szedł na obiad, zatrzymała się, żeby kupić kwiaty. Uplotła z nich dwa wianki i jeden włożyła na głowę jemu, drugi sobie. Nie było w tym nic osobliwego, był to raczej gest, by uczcić drobne życiowe zwycięstwa, tak jak Grecy przed wiekami czcili swoich zwycięzców, bohaterów, poetów, wkładając im na głowy zamiast złotych koron wieńce laurowe, które były z pewnością krótkotrwałe, ale za to nie ciążyły i nie trzeba ich było bezustannie strzec tak jak koron królewskich. Paulo z Karlą mijali mnóstwo młodych ludzi – dzieci-kwiaty – którzy w ten sposób przystrajali swoje włosy i wszystko wokół stawało się piękniejsze.

Na ulicach grajkowie grali na drewnianych fletach, na skrzypcach, gitarach i cytrach. Panowała istna kakofonia dźwięków, która w naturalny sposób łączyła się z hałasem panującym na brukowanych amsterdamskich ulicach pełnych rowerzystów. Tempo muzyki było raz powolne, raz szybkie i Paulo obawiał się, że da się ponieść tej szybkości, a to wyrwie go z jego snu.

Bo w tej chwili wcale nie był na ulicy, tylko w jakimś niezwykłym śnie, w którym byli ludzie z krwi i kości, rozmawiali we wszystkich językach świata, patrzyli na idącą z nim kobietę i na widok jej urody uśmiechali się, a ona odwzajemniała im uśmiech, i ukłucie zazdrości, które Paulo odczuwał od razu zastępowała duma, że to właśnie jego wybrała ta piękność.

Od czasu do czasu ktoś oferował im kadzidełka, bransoletki, barwne wdzianka, pewnie wykonane w Peru czy Boliwii. Paulo miał ochotę kupić wszystko, bo ci ludzie uśmiechali się mimo odmowy, nie obrażali się, nie wciskali też natrętnie swoich towarów, tak jak to robią sprzedawcy w sklepach. Gdyby kupił od nich jakiś drobiazg, może pomógłby im spędzić jeszcze jedną noc i jeden dzień dłużej w tym raju, ale w głębi duszy miał pewność, że każdy potrafi sobie jakoś w życiu poradzić. Starał się nie wydawać za dużo i znaleźć sposób, żeby przetrwać w tym mieście, póki bilet powrotny nie zacznie mu ciążyć w saszetce przytroczonej do paska spodni i przypomni mu, że pora obudzić się ze snu i wrócić do rzeczywistości.

Zresztą ta rzeczywistość co jakiś czas dawała o sobie znać na ulicach i w parkach, na stolikach z ulotkami przedstawiającymi okrucieństwa popełniane w Wietnamie, jak choćby to zdjęcie generała, który z zimną krwią strzela do bojownika Wietkongu. Jedyne, o co pacyfiści prosili przechodniów, to podpis pod petycją i nikt nie odmawiał.

Był świadom, że jeszcze sporo brakuje, żeby nastała Nowa Era, choć powoli pojawiała się jutrzenka zwiastująca zmiany. Każdy z tych młodych ludzi, z tego tłumu na ulicach, nie zapomni o tym, co przeżył i po powrocie do ojczyzny będzie orędownikiem pokoju i miłości. Bo w końcu nadejście nowego ładu było możliwe, świata, w którym wreszcie nie będzie przemocy, nienawiści, mężów znęcających się nad żonami, oprawców, którzy wieszają swoje ofiary głową w dół i zabijają bestialsko...

Nie, nie stracił wiary w sprawiedliwość, ciągle oburzała go krzywda dziejąca się na świecie, ale teraz musiał odpocząć, odzyskać energię. Zmarnował wiele młodych lat, umierając ze strachu, teraz nadszedł moment, by zmierzyć się z życiem i wkroczyć śmiało na nieznaną drogę.

Hipis - powrót do opisu książki