Alchemik
w nowej szacie graficznej autorstwa Cataliny Estrady
Alchemik Alchemik - edycja limitowana Alef Brida Czarownica z Portobello Demon i panna Prym Hipis Jedenaście minut Na brzegu rzeki Piedry usiadłam i płakałam Piąta góra Podręcznik wojownika światła Szpieg Walkirie Weronika postanawia umrzeć Weronika postanawia umrzeć - edycja filmowa Zahir Zdrada Zwycięzca jest sam Sekrety. Kalendarz 2020 Droga. Kalendarz 2019 Wolność. Kalendarz 2018 Przyjaźń. Kalendarz 2017 Odwaga. Kalendarz 2016 Alchemia. Kalendarz 2015 Dzielenie się. Kalendarz 2014 Alchemia "Alchemika" Czarodziej. Biografia Paulo Coelho Prorok. Listy miłosne Proroka Zwierzenia pielgrzyma

Czarodziej - okładka

Czarodziej. Biografia Paulo Coelho - Fernando Morais - fragmenty

Paulo Coelho de Souza przyszedł na świat w deszczowy poranek 24 sierpnia 1947 roku, w dniu św. Bartłomieja, w szpitalu pod wezwaniem św. Józefa w dzielnicy Humanitá, zamieszkałej przez klasę średnią Rio de Janeiro. Lekarze przewidywali, że poród może być skomplikowany. Było to pierwsze dziecko dwudziestotrzyletniej Lygii Araripe Coelho de Souzy i starszego o dziesięć lat inżyniera Pedra Queimy Coelho de Souzy. Chłopiec był też pierwszym wnukiem czworga dziadków, pierwszym bratankiem i siostrzeńcem wujków oraz ciotek obu rodzin. Rutynowe badania przed porodem wskazywały, że dziecko zachłysnęło się wodami płodowymi i przestało się ruszać. Jedynie cud mógł je uratować. Lekarze zdecydowali się na poród kleszczowy. Pięć minut po północy położnik okrężnymi ruchami zaczął wyciągać dziecko z łona matki i wtedy usłyszał cichy dźwięk, przypominający trzask łamiącego się grafitu w ołówku. Delikatny bark dziecka nie wytrzymał nacisku metalowych kleszczy. Nikt się nie przejął „wypadkiem przy pracy”, bo chłopiec i tak był martwy. Zachłysnął się płynem, który przez dziewięć miesięcy chronił go w łonie matki.

Jedyne, co przyszło do głowy zrozpaczonej Lygii, to wezwać na pomoc patrona szpitala.

– Święty Józefie! – błagała. – Ratuj mojego synka! Jego życie jest w twoich rękach!

Zdesperowani rodzice prosili o księdza, który udzieliłby dziecku ostatniego namaszczenia, ale nie było żadnego w pobliżu, wobec czego świętymi sakramentami opatrzyła je siostra zakonna. Płacz rodziców przerwało nagle ciche kwilenie, a właściwie odgłos przypominający miauczenie. Ich syn żył, choć jego stan był krytyczny. Narodziny były pierwszym wyzwaniem, jakie postawił przed Paulem los. Z tej pierwszej bitwy wyszedł zwycięsko.

Następne trzy dni noworodek spędził w inkubatorze. Przez siedemdziesiąt dwie godziny ojciec czuwał przy nim dzień i noc. Odszedł dopiero wtedy, kiedy minęło niebezpieczeństwo. Czwartego dnia wyjęto Paula z inkubatora, a Pedro zgodził się spędzić noc przy łóżku Lygii. Przy dziecku zastąpiła go teściowa, Maria Elisa. Sześćdziesiąt lat później Paulo powie, że było to jego najwcześniejsze wspomnienie. Przywrócony do życia noworodek zapamiętał wchodzącą do sali kobietę i zrozumiał, że była jego babką. Mimo tych przejść chłopiec był zdrowy, ważył 3,33 kilo, a mierzył 49 centymetrów. Potem Lygia zapisała w albumie pierworodnego, że miał ciemne włosy, brązowe oczy, jasną cerę i był podobny do ojca. Imię Paulo dano synowi na cześć przedwcześnie zmarłego na zawał wuja.

……………

Paulo czuł się pisarzem na długo, zanim ogłosił to światu. Był nie tylko zwycięzcą konkursu szkolnego, lecz od chwili, kiedy nauczył się czytać, z pasją oddawał się twórczości poetyckiej. Pisał wierszyki dla rodziców, dziadków, przyjaciół, kuzynów, narzeczonych, a nawet dla świętych czczonych w rodzinie państwa Coelho. […]

Kilka lat później, już jako wytrawnemu czytelnikowi, wpadła mu w ręce książka, w której znalazł ciekawy cytat przypisywany Emilowi Zoli. Miał on podobno wyznać, że pisanie wierszy nie wyszło mu na dobre, bo poezja to „muza, która zmienia się w plotkarkę i nie ma z niej żadnego pożytku. Lepiej zajmować się prozą”. Niezależnie, czy Zola rzeczywiście wypowiedział te słowa, czy nie, Paulo uznał, że oddają one stan jego ducha i postanowił wprowadzić je w życie. „Od dziś kończę z poezją”, zanotował. „Będę pisał sztuki i powieści”. Zebrał wszystkie napisane do tej pory wiersze – a trzeba przyznać, że był poetą bardzo płodnym – zaniósł do ogrodu, ułożył w stos i podpalił. Niezbyt sprawiedliwie potraktował swoją poezję, bo to jej zawdzięczał sławę w gimnazjum św. Ignacego. Jego wiersz zatytułowany „Trzynastoletnia kobieta” wygrał konkurs, w którym uczestniczyło 1200 uczniów. Co roku Akademia Literatury św. Ignacego, instytucja powołana przy szkole w 1941 roku, ogłaszała konkurs literacki, który miał zachęcić młodzież do pisania. Do jury zapraszano znanych autorów.

Kiedy Paulo miał czternaście lat, jego pierwszy artykuł ukazał się w gazetce Akademii „Vitória Colegial”. W tekście zatytułowanym „Dlaczego lubię książki” autor żarliwie bronił losu pisarzy, którzy w bezsenne noce tworzyli swe dzieła, a potem głodni i wyzyskiwani przez wydawców umierali w zapomnieniu.

………..

FRAGMENTY BALLADY O IZOLATCE W SZPITALU DLA WARIATÓW
(INSPIROWANEJ WIERSZEM OSKARA WILDE’A)

ŚRODA, 20 LIPCA

[…]

15.00 Rozmawiałem z chłopakiem, który siedzi tu od dwóch lat. Zwierzyłem mu się, że jestem zrozpaczony i chcę stąd wyjść. A on na to ze zdumieniem: „Po co? Tu jest tak dobrze. Niczym nie musisz się przejmować. Po co walczyć? I tak nikt cię nie zrozumie”. Boję się. Boję się, że zacznę myśleć jak on. Jestem załamany, bo nie wiem, kiedy przestanę oglądać świat zza krat. Trudno opisać tę rozpacz. To smutek więźnia skazanego dożywocie, który z nadzieją czeka na warunkowe zwolnienie. Kiedy to nastąpi? Za miesiąc, za rok, za trzy lata? A może nigdy?

17.00 A może nigdy?

………….

Opuszczony przez Márcię, swą Wielką Miłość (pisane dużymi literami), Paulo popadł w depresję. Rodzice coraz bardziej niepokoili się jego stanem. Mimo fatalnej średniej na koniec semestru, nie wymierzyli mu kary i wysłali syna na karnawał do Araruamy, dokąd Paulo udał się autobusem w piątkowy wieczór. Koniec tygodnia spędził w minorowym nastroju. Nie poszedł nawet oglądać tancerek na ulicach miasta. W poniedziałek wieczorem spotkał się z kolegami na piwie w pobliskiej dyskotece. Kiedy na stole było gęsto od pustych puszek, Carlinho rzucił pomysł:

– Rodzice wyjechali, w garażu stoi samochód. Jeśli któryś umie prowadzić, przejedziemy się po mieście.

– Ja mogę prowadzić – rzekł Paulo, który nigdy wcześniej nie siedział za kierownicą.

Zapłacili za piwo, poszli do Carlinha i we czwórkę wsiedli do samochodu. Jechali w stronę głównej ulicy, gdzie defilowały szkoły samby, kiedy nagle w całym mieście zgasły światła. Niczym nie zrażony Paulo nadal jechał wśród tłumu gapiów i tancerzy. Nagle jak spod ziemi przed maską samochodu wyrosła grupa mężczyzn przebranych za kobiety. Paulo gwałtownie skręcił, jednocześnie dodając gazu.

– Uważaj! Dziecko! – krzyknął jeden z jego towarzyszy.

Było za późno. Poczuli uderzenie ciała o maskę. Paulo nie zdjął nogi z gazu. Chłopcy odwrócili się przerażeni i zobaczyli leżącego na ziemi chłopca.

– Paulo! Uciekaj! Zabiłeś dziecko! – wołali.

 

Czarodziej. Biografia Paulo Coelho - powrót do opisu książki